Des questions, vous en avez? Des réponses, nous en avons!

92 wnioski pozornie niewynikajace z przeslanek, Javelins i sedno sprawy, z czelusci starej zapomnianej kopalni, No-one came..., Twin Exhausted

Od: Doriana

Drogi Ianie,

Przede wszystkim dziekuje za wspanialy prezent swiateczny ("Time for Bedlam"). To klasyczna purpura, a okladka jest rewelacyjna. Slucham z tym wieksza przyjemnoscia, ze - jak przeczytalem - akcja piosenki odwoluje sie do wydarzen z Quebecu (mieszkam w Montrealu :)

Pisze w kwestii "nieskonczonosci". Bardzo prosze o przekazanie tego Ianowi.

Od jakichs 5-6 lat chodzi mi po glowie pewna mysl. A co, jesli Deep Purple beda grali... w nieskonczonosc? Wyjasnie. Przez Deep Purple przewinelo sie wielu muzykow, a zespol dojrzal niczym najlepsze Bordeaux. Mysle, ze duch zespolu zyje niejako poza jego fizycznym bytem. Dodam, ze to wszystko oczywiscie myslenie abstrakcyjne, bo w praktyce przeciez tak nie jest.

Dolaczenie Steve'a i Dona, ("mlodszych") czlonkow grupy, tylko przysłuzylo sie zespolowi. Zalozmy, ze Ian, Roger i drugi Ian zaczeliby powoli wybierac swoich przyszlych nastepcow, ktorzy najlepiej wpasowaliby sie w charakter muzyki Deep Purple (oczywiscie zastrzegam, ze nie powinno sie to odbyc przed uplywem co najmniej kolejnych 10 lat ^^). Dzieki temu rozpoczalby sie proces trwania zespolu w "nieskonczonosc". Bylby to jedyny tego rodzaju eksperyment w historii muzyki, ktory zapewnilby przetrwanie Deep Purple.

Co sadzisz o tym szalonym pomysle? Licze na niepozbawiona humoru odpowiedz, nawet jesli dostanie mi sie za takie fantazje.

Dziekuje za uwage.

Wszystkiego dobrego,
Dorian

 

Drogi Dorianie,

Ponizsza odpowiedz moze zawierac wnioski pozornie niewynikajace z przeslanek. Czuje sie jednak zobligowany zapewnic, ze pomimo zmiennych por roku nie zapominam o dygresjach, choc czasami zupelnie nieistotnych.

Bardzo chcialbym ci opowiedziec o miejscu, w ktorym zrobiono zdjecie do okladki 'Infinite', a takze opisac pelna trudow podroz (oplyniecie wzdluzne Ziemi przez jednostke Good Ship (TGS) Venus), ktorej rezultatem bylo upublicznienie tego wspanialego zdjecia. Jest to jednak... niemozliwe.

Ekspedycja kierowal nie kto inny jak wielce Admirowany Admiral Don Airey, zwany rowniez Wladca Lodowca (pozwolmy mu jednak na zachowanie animowosci). Moge jedynie potwierdzic, ze nie byl to ani Quebec ani Montreal. Pozostale informacje zwiazane z ta wspaniala historia musze zachowac dla siebie.

Ogolnie rzecz biorac, nie lubie ujawniac szczegolow wewnetrznych dzialan DP, bo to niszczy owa tajemnicza aure, ktora otacza zespol.

Juz w poczatkach kariery, w 1965 roku, kiedy pod czujnym okiem Glorii Bristow i Jeffa Lennera uczylem sie obycia ze scena i poznawalem tajniki wystepow na zywo, dowiedzialem sie, ze najwazniejsze to wywolac u publicznosci wrazenie, ze to, co bywa niezwykle trudne, przychodzi z latwoscia. Nie zawsze sie to udawalo, ale z czasem bylo coraz latwiej osiagac zamierzony efekt.

Ale do rzeczy. Choc twoj pomysl transformacji zespolu, zrodzony bez watpienia ze szczerych pobudek, moze sie wydawac atrakcyjny dla fanow, uzytkownikow You Tube, sluchaczy mp3, osob analizujacych setlisty i calej armii znawcow Lo-Fi, to takie "przekazanie wartosci", jest bardzo nieoplacalnym przedsięwzięciem.

Fragment z DP-37, z kwietnia 2005...

...Podrozujac ostatniej jesieni po Rosji, wpadlem na pomysl dzwigniecia ekonomii tego kraju. Wezmy taka jemiole. Od jakiegos czasu stanowi ona nie lada luksus ze wzgledu za swoja trudna dostepnosc. Tymczasem ukrainskie i rosyjskie drzewa lamia sie pod ciezarem jemioly. Mozna ja zerwac przy niemal kazdej lesnej drodze. Setki ton jemioly. Przeciez to musi byc warte miliony.

Niestety, podobna teoria spalila na panewce, kiedy kilka lat temu chcialem zarobic na nadmiarze tlenu wytwarzanego przez rosliny wokol mojego stawu. Zaladowalem spora ilosc do volvo i zawiozlem do miejscowego sklepu zoologicznego, bo slyszalem, ze daja tam funta za jedna porcje tlenu. Wypakowujac towar, zaproponowalem upust przy zakupie calego ladunku za 25 kafli. Po krotkim wykladzie, panowie ze sklepu skwitowali moja propozycje krotkim: odwal sie... Jak widac, poznalem od podszewki prawa rzadzace rynkiem.

Pod koniec lat 60-tych Alan Stone, antyczny grecki filozof i chemik, dokonal nieprawdopodobnej wprost transmutacji na swoim poddaszu w Osterley. Otoz przemienil on zloto w metal. Doszlo do tego po powrocie Alana z jednego z koncertow Deep Purple gdzieś w Norfolk. Wydarzenie to nie mialoby miejsca, gdyby nie obecnosc odpowiednich stymulantow i srodkow uspokajajacych, ktore umozliwily Alowi - po licznych probach - odszyfrowanie bootlegu zarejestrowanego na wspomnianym koncercie.

Podczas rejestracji Al uzywal kamiennych tablic i dluta masonskiego (nauka dla nas wszystkich:nie probujcie tego w domu, zwlaszcza jesli chcecie to robic z podwinieta nogawka spodni; zapamietajcie jednak: nie mowcie o tym nikomu niewtajemniczonemu albowiem grozi za to anulowanie wszystkich kontraktow!).

Piec dni pozniej, pewnego ranka (a bylo to dlugo przed czasami Archimedesa), Al rozciagnal sie, odwinal podwinieta nogawke spodni i krzyknal: 'Eureka!', udalo mi sie!

'CO TAKIEGO?!' Krzykneli zdumieni sasiedzi. Wszyscy byli pod ogromnym wrazeniem Stone'a, jego wiedzy tajemnej i wspanialych kamiennych tablic, na ktorych zarejestrowal (bez pozwolenia) koncert pewnego zespolu.

'Odkrylem czesci skladowe Deep Purple', oglosil z wielka pompa.

Nastepnie, podobnie jak owczesny management grupy, Al rozdzielil poszczegolne skladniki zespolu. Niestety, po piecdziesieciu latach nieudanych eksperymentow, Al nie zdolal polaczyc ich powrotem. W ten sposob po raz kolejny okazalo sie, ze (w przypadku DP) suma poszczegolnych elementow jest bardziej wartosciowa niz pojedyczne skladniki. Tym samym potwierdzilo sie ponadto Prawo Zanikajacych Powrotow. Tak czy owak, Alowi nalezy sie uznanie, zreszta nie pierwszy raz, za przemiane Zlota w Metal. To naprawde spore osiagniecie - jak na upalonego filozofa.

Alan nic sie nie zmienil. Wciaz mamrocze o 'starych dobrych czasach', kiedy plyty zapisywano na niezniszczalnych kamiennych plytach.

Nasz domorosly Alchemik przeoczyl jednak kilka waznych kwestii, jak chocby ewolucje i metafizyczno-chemiczne przemiany, ktore zachodza na przestrzeni lat w czlowieku.

Biedny poczciwy Al Stone.

Jesli zas chodzi o druga czesc twojego pytania, to jakis czas temu nawet o tym myslalem, ale doszedlem do wniosku, ze ten pomysl to czysta abstrakcja.

Cala ta konstrukcja leglaby w gruzach w momencie, kiedy do grupy zaczeliby dolaczac czlonkowie, ktorzy nie utozsamialiby sie z etosem DP. Poza tym nie sprzyjalyby temu zapewne zmieniajace sie warunki otoczenia. Przykladowo: dla nas wszelkie nowinki techniczne stanowia jedynie narzedzie, podczas gdy w przypadku nowych pokolen muzykow jest czesto na odwrot.

Doszly mnie zreszta glosy, ze juz teraz wiele tzw. wystepow na zywo niektorych grup rockowych to w rzeczywistosci wystepy z playbacku. Ilosc oszustw tego rodzaju jest jednak wciaz znacznie wieksza w swiecie muzyki pop, bo tam slucha sie oczami, a nie uszami.

Nie zrozumcie mnie zle. Nie mam zamiaru atakowac postepu (sic). Stwierdzam jedynie, co zaobserwowalem, czyli kierunek, w jakim podazamy i sposob, w jaki zmienia sie koncepcja tworzenia muzyki. Patrzac na sprawe w taki sposob, mozna wysnuc wniosek, ze muzyka w naszym rozumieniu moze nie przetrwac zmian, ktore sie dokonuja.

W ten sposob to, co wyroznialo grupe, a wiec wielorakie wplywy, ktore wniesli do zespolu jego poszczegolni czlonkowie, z czasem staloby sie nieuchwtnym mirazem, iluzja, ktora jest troche jak figura boga: dziala tylko wtedy, kiedy sie w niego wierzy... a czy ktos by wciaz wierzyl?!

Niemniej jednak, to bardzo ciekawy pomysl.

Pozdrawiam, ig


Od: Martina Lacknera

Witaj,

daj prosze znac, jesli tylko the Javelins beda dawac koncerty gdzies w Europie...

Bardzo dziekuje i przesylam uklony,

Martin

 

Drogi Martinie,

Obiecuje, ze dam znac... ale wpierw musimy dokladniej przyjrzec sie sednu sprawy.

Mowiac o 'wystepie na zywo' mamy na mysli wydarzenie trwajace od 45 do 120 minut. Takie sa oczekiwania, niezaleznie od tego czy chodzi o wystep w klubie, w hali (jako support lub glowna gwiazda) czy na festiwalu.

W 1965 roku, niedlugo po opuszczeniu The Javelins ('62/'63), kiedy juz profesjonalnie zaczalem sie zajmowac muzyka, dolaczylem do grupy Episode Six, specjalizujacej sie w harmoniach wokalnych. Uzywalismy wowczas sformulowania 'grupa', bo slowo 'zespol' kojarzylo sie z kapela, ktora miala sekcje deta. Zreszta do dzisiaj mowie o Deep Purple jako o grupie, nie zespole. (Zgadzam sie z ig - red.)

Pierwsza trase koncertowa z prawdziwego zdarzenia odbylem wlasnie tamtego roku. Gralismy jako support dla znakomitej Dusty Springfield. Bylo to dla mnie wyjatkowe doswiadczenie. Duzo sie nauczylem i sprawilo mi to ogromna frajde. Gralismy dwa sety, na poczatek pierwszej i drugiej czesci koncertu. Pierwszy set trwal cztery minuty, drugi - siedem.

Jesli wiec kiedykolwiek dojdzie do tego, ze The Javelins zagraja na zywo, to - patrzac realistycznie - beda to najwyzej dwie lub trzy piosenki, taki goscinny wystep podczas czyjegos koncertu.

Martin, szczerze mowiac, watpie, zeby do tego doszlo, ale nigdy nic nie wiadomo. Moze sie okazac, ze ktos zlozy nam oferte nie do odrzucenia. Na razie jestesmy ogromnie wdzieczni Maksowi Vaccaro i calemu zespolowi e-a-r Music (Edel Records) z Hamburga za mozliwosc ponownego spotkania sie The Javelins i za wspaniala tygodniowa sesje, podczas ktorej nagralismy nasze stare numery.

Pozdrawiam, ig


Od: Ashleya Cobb

Drogi Ianie,

Przede wszystkim, jak sie masz? Mam nadzieje, ze Ian Paice czuje sie juz lepiej. Narobil ostatnio nam wszystkim strachu.

Pewnie mnie nie pamietasz, ale mialem okazje spotkac sie z toba wielokrotnie w ostatnich latach po koncertach. Slucham waszej muzyki od bardzo wielu lat i stwierdzam, ze czas was sie nie ima: z roku na rok jestescie coraz lepsi w tym, co robicie.

Slucham bardzo roznej muzyki, ale rock to moja najwieksza milosc. Interesuje sie rowniez nowymi zespolami i dlatego pisze do ciebie ten e-mail.

Dowiedzialem sie od Mr Simona McBride'a, ze bedzie z toba koncertowal jako czlonek grupy Dona Aireya. To fantastyczny gitarzysta. Mialem okazje widziec go kilkakrotnie w rodzinnych stronach (Gloucester).

Niestety, zauwazylem, ze bedziecie koncertowali glownie w Rosji i w tamtym rejonie.

Bardzo chetnie bym was zobaczyl u nas...

Czy jest szansa na wasze koncerty z Simonem w Wielkiej Brytanii? Jesli tak, na pewno spotkacie sie tu z bardzo dobrym przyjeciem, bo macie tu wielu fanow.

Mam nadzieje, ze praca nad nowym albumem przebiega bez zaklocen. Nie moge sie juz doczekac.

Do zobaczenia jak najszybciej. Moze znowu bede mial okazje sie z toba spotkac na ktoryms z koncertow.

Wielkie dzieki,
Ashley Cobb

 

Drogi Ashleyu,

Dziekuje za twoj list i ze pytasz o nasze zdrowie. Wszyscy jestesmy juz w dobrej formie.

Odnalazlem pytanie od ciebie w czelusciach przypominajacych stara, opuszczona kopalnie. Twoj list lezal tam cierpliwie w towarzystwie starej pary butow i maszyny szpulowej. Kilka dni temu ponownie wywolany i oto jest, voila!, jak mawiaja mieszkancy Honfleur.

Zgadzam sie, Mr Simon McBride to bardzo dobry gitarzysta. Podobnie jak caly Don Airey Band spisal sie znakomicie na naszej trasie po Europie Wschodniej. Simon to bardzo mily facet i ma uroczych rodzicow. Licze, ze bedziemy mieli jeszcze okazje wspolnie pracowac... Nigdy nie wiadomo.

Pozdrawiam, ig


Od: Josepha Cesare

Czesc Ian,

Od lat jedna z moich ulubionych fraz z twoich piosenek to: "Ktos spytal, 'Co im sie z tego wykluje', ktos inny odpowiedzial, 'Nie przejmuj sie tym' " ("Someone said 'What's he gonna turn out like', someone else said 'Never Mind.' "). O kogo chodzi?

Dzieki,
Joe

 

Hej, Joe,

Dobre pytanie. Slowa piosenki 'No-one Came' powstaly w chwili, kiedy odnosilismy pierwsze znaczace sukcesy z DP. Byl to moment, w ktorym razem z Rogerem Gloverem (z ktorym pisalismy wspolnie piosenki) mielismy juz swiadomosc, ze ten balon sukcesu w koncu musi peknac. Nie mielismy pojecia, co przyniesie przyszlosc. Wtedy sadzilismy chyba, ze to wszystko nagle sie skonczy, a potem pozostanie jedynie mgliste wspomnienie wielkiej slawy, zas my bedziemy grali nostalgiczne koncerty w malych klubach. W kazdym razie przygotowywalismy sie mentalnie na cos takiego. Dokladnie w takim momencie powstala wspomniana piosenka.

Stad fragmenty 'Ktos spytal' i 'Ktos inny odpowiedzial'. Nie chodzi o konkretne osoby, raczej ogolnie o fanow, ktorzy wspominaja po latach popularnych niegdys muzykow.

Zawsze uwazalismy, ze jestesmy szczesciarzami i powinnismy byc wdzieczni za to, ze zwiazalismy sie z Deep Purple. Stalismy sie czescia wyjatkowego kolektywu, ktory umozliwil nam spelnienie muzycznych ambicji.

Wiele slow piosenek to szkice/impresje naszych przemyslen, ktore sanowia niekonczace sie zrodlo inspiracji. Pozostale to historie, kroktkie opowiesci, anegdoty bedace zapisem sytuacji lub zdarzen, ktorych bylismy uczestnikami podczas tras koncertowych. Dodam, ze ta studnia inspiracji jest bardzo gleboka.

Pozdrawiam, ig


Od: Jamesa Cashmana

Ian,

Wiele osob szuka w twojej tworczosci inspiracji. Twoje nazwisko jest kojarzone z tyloma przebojami. Przed laty nagrales piosenke "Twin Exhausted". Polecam zawsze ten utwor muzykom, ktorzy chca szkolic swoje umiejetnosci zarowno w zakresie pisania piosenek, jak rowniez ich wykonywania. Ten numer to dla mnie przyklad zgrania na najwyzszym poziomie. To rzecz ocierajaca sie o geniusz.

Czy moglbys rzucic nieco swiatla na kulisy powstania tej piosenki?

James Cashman

 

Drogi Jamesie,

Dziekuje bardzo za twoje pytanie i tyle milych slow.

'Twin Exhausted' pochodzi z plyty Scarabus z 1977.

Zgodnie z tym, co zostalo zanotowane na okladce, autorami piosenek byli wszyscy czlonkowie zespolu: Ian Gillan, John Gustafson (bas), Ray Fenwick (gitara), Colin Towns (klawisze, flet) i Mark Nauseef (perkusja).

Podobnie jak w przypadku Deep Purple, nie sposob ustalic wkladu poszczegolnych czlonkow grupy w powstaniu utworu w sytuacji, kiedy rodzi sie on na zywo w sali prob. Kto wpadl na jaki pomysl i w ktorym momencie? To nieistotne, a poza tym w grupie takiej jak nasza, kto by sie tym przejmowal?

Sa jednak wyjatki. 'Twin Exhausted' to jeden z nich. Slowa i linia wokalna zostaly napisane przez Johna Gustafsona.

Johnny Gus, ktorego znalem juz wczesniej, mial ogromny talent.

Johnny Gustafson – Take Me For A Little While

Powrot do: :
De retour ŕ l'index des questions et réponses